Kiedyś to było lepiej… Często tak mówimy wspominając, że dawniej lepsze było jedzenie, ludzie sympatyczniejsi a życie nieco wolniejsze. Dlatego zapraszamy was na wycieczkę do miejsca, gdzie samemu przekonacie się, czy to co tradycyjne i klimatem naprawdę jest lepsze, a przy okazji zwiedzicie malownicze miasteczka i poznacie ich przyjaznych mieszkańców. Wybierzmy się na wycieczkę do południowo-zachodniej Wielkopolski, do Wolsztyna, Grodziska Wielkopolskiego, Zbąszynia, Nowego Tomyśla i Rakoniewic.
Wolsztyn
Miasto pod parą
Wolsztyn kojarzy się wszystkim z parowozami – i bardzo słusznie! W końcu tutaj działa jedyna w Europie czynna parowozownia obsługująca ruch planowy na normalnych liniach. Parowozownia Wolsztyn liczy sobie już ponad 100 lat i cały czas działa nieprzerwanie od 1907 roku. To tutaj wykonuje się codzienny serwis parowozów i działają warsztaty techniczne. Co jednak najważniejsze, wszystkie to możecie zobaczyć – wystarczy kupić bilet. Koniecznie trzeba też zajrzeć do mini muzeum i zobaczyć w pełnie sprawną obrotnicę, na której ważące wiele ton parowozy kręcą się jak na karuzeli. Parowozownia oferuje również kilka miejsc noclegowych w autentycznej dawnej noclegowni dla załóg kolejowych. Co prawda standard nieco się zmienił, jednak klimat miejsca pozostaje dokładnie ten sam.


Wyjątkowym momentem w roku jest początek maja, kiedy w wolsztyńskiej parowozowni organizowana jest Parada Parowozów – ogromne widowisko na które co roku przyjeżdżają z całej Europy zabytkowe parowozy. Jak do tej pory Wolsztyn gościł lokomotywy z Niemiec, Czech, Austrii, Belgii, czy Węgier. W ramach imprezy dostępne są przejazdy zabytkowymi składami, zwiedzanie z przewodnikiem, paradne przejazdy lokomotyw przed publicznością. Na koniec, wieczorem, imprezę zamyka niesamowity pokaz „Para, światło, dźwięk”.
Spacerem po mieście
Weekend w Wolsztynie to jednak nie tylko parowozy, wybierzcie się do centrum i nad jezioro a zobaczycie jedno z najprzyjemniejszych miasteczek w Wielkopolsce. Zwiedzanie warto zacząć od ulicy Roberta Kocha i zajrzeć zarówno do muzeum tego noblisty, który mieszkał w Wolsztynie, jak i do sąsiedniego punktu informacji turystycznej. Sercem Wolsztyna jest jednak rynek, na którym wznosi się ratusz, a latem działa rewelacyjna fontanna. To też najlepsze miejsce na poranną kawę i lody. Stąd zaledwie kilka kroków dzieli was od molo i promenady nad jeziorem (w dół ulicą Poznańską). Stąd przejdźcie się na spacer na północ, w kierunku plaży i przystani sprzętu wodnego. Po drodze poszukajcie też tajemniczych twarzy na drzewie. To dzieło słynnego wielkopolskiego artysty Marcina Rożka, który w Wolsztynie miał swój dom i pracownię, a obecnie muzeum. W muzeum zobaczycie oryginały, a na drzewie znajdują się obecnie kopie.
Wolsztyn to również doskonałe miejsce na wypoczynek nad wodą. W mieście i jego okolicach znajduje się kilka przyjemnych plaż i strzeżonych kąpielisk, działają wypożyczalnie łodzi, kajaków i innego sprzętu pływającego oraz przystanie dla żaglówek. Wokół jeziora prowadzi szlak rowerowy i pieszy.
Rowerem śladami cystersów
Drugą połowę dnia proponujemy wam spędzić aktywnie na rowerze (choć oczywiście można też posiedzieć nad jeziorem lub sączyć kawę lub coś innego w jednej z wolsztyńskich knajpek – tych jest naprawdę sporo! W Fala Park możecie wypożyczyć rowery i przejechać się do pobliskiej Obry, gdzie znajduje się dawny klasztor cystersów i piękny rokokowy kościół św. Jakuba z połowy XVIII wieku.
Z Wolsztyna do Obry prowadzi elegancka, wygodna droga rowerowa, biegnąca wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 315 (dojazd ulicą Niałecką). Do pokonania jest zaledwie 8 km, więc wystarczą dwie godziny, aby pojechać do Obry i wrócić do Wolsztyna.
Na koniec dnia mamy dla was dwie propozycje. Oczywiście można iść znowu na dworzec i wypatrywać popołudniowego przyjazdu parowozu, a potem udać się na molo i podziwiać zachód słońca – to doskonałe miejsce na to. Możecie jednak przejść się też do Skansenu Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski (lub podjechać rowerem wracając z Obry). To niesamowite miejsce – cała dawna wieś przeniesiona w czasie, gdzie zobaczycie jak dawniej mieszkało się w tych okolicach, jak pracował młynarz i jak wyglądało życie w kuźni.


Strażacy ze starego kościoła
Z Wolsztyna w 20 minut dojedziecie do Rakoniewic – czy to pociągiem Kolei Wielkopolskich czy samochodem. Zatrzymajcie się na rynku, to najważniejsze miejsce w mieście. Od razu przekonacie się, że Rakoniewice mają coś do czynienia ze strażakami – fontanna w której woda leje się ze strażackich węży nie pozostawia wątpliwości.
Teraz trzeba poszukać starego, szachulcowego kościoła poewangelickiego. Jego ściany w czarno-białą kratę są bardzo charakterystyczne i bardzo tez kojarzą się z malowniczymi niemieckimi miasteczkami. Tym razem jednak nie będziemy oglądać sztuki sakralnej – w kościele oraz sąsiednich budynkach mieści się Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa. W końcu kto nie chciał kiedyś być strażakiem? Wewnątrz zobaczycie kolekcję sprzętu strażackiego, mundury, hełmy i kilkanaście wozów strażackich. Mają nawet syrenę, którą można uruchomić oraz prawdziwą strażacką rurę do zjeżdżania!


Zwróćcie również uwagę na drewniane domy podcieniowe, których trzy stoją przy rynku. Kiedyś tak właśnie wyglądała cała zabudowa większości miasta. Jest to zarazem bardzo typowy dla tej części Wielkopolski styl budowania. Niestety, większość z nich spłonęła podczas wielkiego pożaru, który nawiedził Rakoniewice około sto lat temu. Trochę ironia losu w mieście tak blisko związanym ze strażakami, na szczęście jednak zachowały się te trzy, jak i wspaniały szachulcowy kościół i możemy je oglądać do dzisiaj.
Ciekawym świadkiem dawnej historii jest położony nieco dalej od rynku pałac. Zbudowany około 1840 roku dla Marcelego Czarneckiego i jego żony Florentyny został później rozbudowany na przełomie wieków. Po gruntownym remoncie służy dzisiaj jako gmach urzędu miasta. Pałac otacza 11-hektarowy park, w którym zobaczyć można dawną lodownię. Było to miejsce, gdzie przez cały rok składowano pozyskany zima lód. W czasach bez lodówek na prąd był to wielki luksus.
Na Grodzisza do Grodziska
Czesi mają Pilzno i swojego pilznera, my mamy Grodzisk Wielkopolski i naszego grodzisza. Grodziskie to jedyny rdzennie polski styl piwa, powstały właśnie w tym mieście. Lekko dymny smak, niska zawartość alkoholu i wysokie nasycenie dwutlenkiem węgla to jego charakterystyczne cechy. Piwo to jest produkowane w Grodzisku do dzisiaj, a miasto pełne jest piwnych akcentów. Było ryzyko, że piwo grodziskie znikłoby bez śladu, zlikwidowane i zapomniane przez wielkie koncerny browarnicze. Na szczęście powróciło i nadal cieszy smakoszy. Warto tutaj wspomnieć, że przed wojną było ono importowane do Niemiec, do Stanów Zjednoczonych a nawet do Japonii. Było nazywane „polskim szampanem” i przypisywano mu nawet właściwości zdrowotne.

Zwiedzanie zacznijcie od głównego rynku, gdzie naprzeciwko ratusza stoi Studzienka Ojca Bernarda, oraz figura przedstawiająca owego zakonnika. Według legendy benedyktyn miał swoją modlitwą sprawić, że wyschnięte źródło z którego czerpali grodziscy piwowarzy, trysnęło na nowo najlepszą wodą w okolicy. Poszukajcie tabliczki z całą legendą. Z rynku zaledwie kilka kroków dzieli was od zabytkowego budynku Browaru w Grodzisku. Kilka razy do roku jest opcja jego zwiedzania, ale z zewnątrz też jest arcyciekawy. Tuż obok stoi pomnik Antoniego Thuma – zasłużonego grodziskiego piwowara austriackiego pochodzenia.
Jednak Grodzisk to nie tylko piwo (choć budynki browarnicze spotkacie co kawałek). Przespacerujcie się deptakiem łączącym dwa grodziskie rynki. Skąd aż dwa? Otóż miasto szybko się rozwijało, a nowi mieszkańcy zaczęli osiedlać się na jego przedmieściach, z czasem tworząc osobny organizm miejski, później scalony ze starym. Imponujący kościół na środku nowego rynku to dawny zbór ewangelicki.
Klasztor w Woźnikach
Po weekendowych przygodach chwilę wyciszenie możecie znaleźć w pobliskim klasztorze w Woźnikach. Aby do niego trafić trzeba skręcić z drogi prowadzącej z Grodziska do Poznania (pomogą w tym odpowiednie znaki). Klasztor powstawał od 1706 do 1723 roku w miejscu starszej budowli. Za jego powstaniem kryje się bardzo wówczas znany w Wielkopolsce włoski architekt Giovanni (Jan) Catenazzi, spod którego ręki wyszło wiele kościołów w pałaców w całym regionie.
Mało brakowało, a klasztor popadłby w całkowitą ruinę i może nawet zawalił się. Na szczęście udało się go uratować i dzisiaj prezentuje się wspaniale. Dawniej należał do zakonu Reformatów, dzisiaj żyją tutaj Franciszkanie. Latem można skorzystać z wygodnego szlaku rowerowego z Grodziska, zimą z kolei warto przyjechać dla tradycyjnej u Franciszkanów szopki bożonarodzeniowej.
Nowy Tomyśl
Miasto chmielu i wikliny
Deptak przystrojony wiklinowymi donicami i klombami, wiklinowy amfiteatr, największy wiklinowy kosz świata oraz – to już sprawa oczywista – muzeum wikliniarstwa. Tak można jednym zdaniem opisać Nowy Tomyśl, czyli serce wielkopolskiego zagłębia uprawy i przetwórstwa tego surowca. Położony na zachodzie Wielkopolski Nowy Tomyśl to jednak nie tylko wiklina, ale też niesamowicie atrakcyjne okolice, pełne jezior i sosnowych borów (obfitujących w grzyby!) oraz miejscówek idealnych na letni relaks – czy to na kajaku, czy to podczas sjesty po dobrym obiedzie.
Nowy Tomyśl jest dość młodym miastem, jako ze został założony dopiero w XVIII wieku. W założeniu miał stanowić centrum osadnictwa olęderskiego. Olędrami nazywano osadników, początkowo pochodzących z Holandii, a później także z Niemiec i z innych rejonów Polski, którzy osiedlali się na nieurodzajnych, trudnych do uprawy terenach, ale dysponując odpowiednią wiedzą, jaki wyjątkowymi jak na owe czasy przywilejami potrafili odpowiednio te ziemie zagospodarować. Teren idealnie nadawał się do uprawy wikliny oraz chmielu i tradycje te przetrwały do dzisiaj.
Arcyciekawą rzeczą jest to, że w 2025 roku polskie plecionkarstwo, w tym wywodzące się z Nowego Tomyśla tradycje wikliniarskie, zostały wpisane na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Zaczynamy od przejścia miejskim szlakiem turystycznym, który poprowadzi was przez wszystkie najważniejsze punkty miasta. Oczywiście wiele z nich jest związanych z wikliniarstwem i chmielarstwem. Unikatem jest największy kosz wiklinowy świata, stojący na nowotomyskim rynku. Zaraz obok wznosi się ratusz z 1879 roku. Podążając szlakiem zobaczycie też wiklinowy amfiteatr oraz dwa zabytkowe kościoły miasta. Ściany kilku budynków zdobią murale, te również w temacie wikliny i chmielu.


Co ciekawe, aż do końca XIX wieku w mieście nie było ani jednej świątyni katolickiej, co było jedynym takim przypadkiem w Wielkopolsce i wynikało, oczywiście, z napływu Olędrów. Dzisiaj kościoły w centrum są dwa: barokowy kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa (zbudowany dla ewangelików) i znacznie nowszy kościół NMP Nieustającej Pomocy (ten powstał jako katolicki).
Więcej o dwóch skarbach Nowego Tomyśla dowiecie się w Muzeum Chmielarstwa i Wikliniarstwa. Już sama wystawa stała robi wrażenie, najciekawsze są jednak warsztaty i pokazy plecionkarskie, organizowane w muzeum. Najlepiej umówić się na nie z wyprzedzeniem, albo przyjechać w trakcie organizowanych w mieście imprez tematycznych. Największą z nich jest coroczny Jarmark Chmielo-Wikliniarski. Podczas wydarzenia można zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju wyroby wiklinowe, nie tylko koszyki. Na co dzień kupicie je w sklepach na miejskim deptaku.
Zamek jak z baśni
Pałac w Wąsowie to romantyczna rezydencja o prawdziwie baśniowych formach. Zobaczycie tu nie jeden, ale aż dwa pałace. Starszy budynek, utrzymany w stylu klasycystycznym, wybudowano w latach 1780 – 1786 dla Sylwestra Sczanieckiego. W drugiej poł. XIX wieku majątek kupił Richard Hardt, który wzniósł drugi pałac, tym razem w stylu romantycznego neogotyku, ze strzelistą wieżą, krużgankami i pięknymi portalami.
W pałacu działa obecnie elegancki hotel i restauracja, nie ma jednak problemu aby przejść się po parku i ogrodzie a nawet zajrzeć do stojących w parku budynków. Możecie też nieco zaszaleć i zostać w pałacu na nocleg – na pewno poczujecie się jak w bajce. Co prawda w pokojach stoją stylizowane meble i kominki, ale w podziemiu znajdziecie basen i SPA, więc na pewno nie będą to warunki jak ze średniowiecznego zamczyska.
A co jeśli wolicie bardziej swojskie klimaty? Żaden problem! Tuż za murem znajduje się bowiem Folwark Wąsowo – dawniej integralna część majątki Richarda Hardta, obecnie genialne miejsce oferujące wypoczynek na wsi w stylowych pokojach, a przede wszystkim rewelacyjną kuchnię i własne przetwory owocowo-warzywne. Koniecznie spróbujcie pierogów oraz pysznych buraczków z jabłkiem lub z truskawką. Nie zdziwcie się też, jeśli po Sali restauracyjnej będzie przechadzał się kot, a właściciel zaoferuje wam nalewkę.

Na wino do Wielkopolski
Czy w Wielkopolsce jest wytwarzane wino? Oczywiście, że tak! W naszym regionie działa około 40 winnic, a jednym z najszybciej rozwijających się winiarskich regionów jest właśnie zachodnia Wielkopolska, w tym okolice Nowego Tomyśla, Zbąszynia, Grodziska i Międzychodu. Klimat jest tutaj dość ciepły, podłoże korzystne, krajobraz pofalowany, z łagodnymi wzgórzami a środowisko czyste. To w naszych szerokościach geograficznych optymalne warunki do uprawy winorośli. A poza tym, jakie malownicze! Jeśli byliście na Morawach, czy innym środkowoeuropejskim regionie winiarskim, to poczujecie się tutaj jak u siebie.

Większość winnic to małe, rodzinne przedsięwzięcia. W wielu z nich można umówić się na zwiedzanie i na miejscu poznać cały proces produkcji wina. Sprzyjają temu kameralne spotkania, wykłady, biesiady i degustacje organizowane według życzeń i potrzeb turystów. Najciekawsze miejsca łączy Wielkopolski Szlak Winnic, którego brązowe drogowskazy na pewno wypatrzycie po drodze. Na stronie szlaku znajdziesz interaktywną mapę i bezpośrednie kontakty do winiarzy.
Zbąszyń
Jak to na kozłach grano
Drugi dzień zaczynamy od przejazdu do Zbąszynia. Miasto to główny ośrodek tak zwanego Regionu Kozła. Nie chodzi tu bynajmniej tylko o sympatyczne i nieco uparte zwierzaki. Kozioł to tradycyjny instrument dęty, podobny nieco do dud, ale znany tylko w tym jednym regionie Polski. Nawet jeśli żadnego koźlarza czy kapeli ludowej nie będzie w pobliżu (a często grają no na weselach) to możecie obejrzeć pomnik koźlarza na zbąszyńskim rynku oraz Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej i Regionu Kozła, w którym można zapoznać się z wystawą prezentującą instrumenty muzyczne, w tym wspomniane kozły.
W Zbąszyniu trzeba także zobaczyć późnobarokowy kościół parafialny oraz zabytkowy park pałacowy z basztą i częściowo zachowaną fosą, które są pozostałościami renesansowej twierdzy typu pallazzo in fortezza (pałacu otoczonego umocnieniami obronnymi). Z pałacu i twierdzy wiele nie zostało, ale miejsce to do dzisiaj ma swój klimat.
Miasto nad jeziorem
Jednak nie samym zwiedzaniem człowiek żyje! Drugą część dnia sugerujemy wam spędzić na plaży nad Jeziorem Błędno. Oczywiście nie musicie leżeć na piasku lub trawie z lodem w ręku. Jezioro to idealne miejsce na sporty wodne. Nieważne czy wolicie trochę zmęczyć się w kajaku, poczuć wiatr w żaglach czy po prostu leniwie pokręcić się na rowerku wodnym – to miejsce nada się w sam raz. Z przystani nad jeziorem w okresie letnim kursuje tramwaj wodny, a tuż obok przystani zlokalizowany jest profesjonalny kemping.
A jeśli akurat nie chcecie się zamoczyć, to polecamy szlak rowerowy wokół Jeziora Zbąszyńskiego. Na dłuższą wycieczkę idealna będzie trasa ze Zbąszynia do Nowego Tomyśla. W jedną stronę najlepiej pojechać Szlakiem Budownictwa Olęderskiego (kolor czarny), z powrotem zaś dłuższą trasą przez Miedzichowo i Łomnicę. W Łomnicy koniecznie zatrzymajcie się przy jednym z najładniejszych drewnianych kościołów w okolicy.


Na grzyby
Niektórzy mówią, że zbieranie grzybów to polski sport narodowy. Pewnie coś w tym jest, jeśli przyjrzeć się liczbie grzybiarzy przemierzających jesienią wielkopolskie lasy. Jedną z najlepszych lokalizacji są jasne bory sosnowe w okolicach Nowego Tomyśla i Miedzichowa. Najlepiej przyjechać jest tutaj wcześnie rano, zaraz po wschodzie słońca. Chodzi nie tylko o to, aby wyprzedzić innych, ale przede wszystkim zobaczyć unoszące się mgły, rosę błyszczącą na trawie i posłuchać odgłosów przyrody.