Mówisz „Jarocin”, myślisz „festiwal”. Wiadomo, obecnie dobrych festiwali muzycznych jest całkiem sporo, ale był czas, że jedynym miejscem gdzie dobra muzyka mogła wybrzmieć bez większych przeszkód był Festiwal w Jarocinie. Dlatego nie ma lepszego miejsca na poznanie historii polskiej muzyki rockowej – od skromnych początków i grzecznych garniturów po punk rocka, glany i totalny rebel.
Wchodzicie do środka, a tu pierwsze zaskoczenie. Na parterze nie ma żadnej ekspozycji, jest za tylko kasa, a naprzeciwko niej bar z craftowymi napitkami i przekąskami (czynny tez po godzinach zamknięcia wystawy) i scena, na której regularnie występują młode talenty. Od razu widać, że rock w Jarocinie żyje.

Schodami wschodzi się na pierwsze i drugie piętro, gdzie rozpoczyna się podróż w czasie: od początku lat 50 i polskiego big beatu po koniec lat 90., aczkolwiek pierwsze co zobaczycie to mapping na ścianie z ustami Micka Jeggera. Wystawa to nie tylko słynne zespoły, ale też dzieje samego festiwalu. Zobaczycie przedruki gazet, oryginalne plakaty, nagrania wideo, a nawet kawałek legendarnej kładki nad torami, którą szły tysiące festiwalowiczów.
Scpichlerz Polskiego Rocka organizuje również warsztaty dla dzieci i uczniów. Ostatecznie nie każdy wie, czym jest kaseta magnetofonowa, albo kim byli Niebiesko-Czarni. Pozostaje tez odpowiedź na jedno pytanie – dlaczego „spichlerz”? Ano dlatego, że budynek faktycznie jest dawnym spichlerzem zbożowym, stojącym niegdyś na rogatkach Jarocina.
